RSS
czwartek, 09 października 2008
Urodziny

          Z czysto kronikarskiego obowiązku pragnę dziś tak jeszcze w osobnej notce uhonorować urodziny... Mianowicie równo rok temu postawiłem pierwsze słowa tutaj, właśnie na moim fiumare. Tak, to już rok. Szmat czasu, wiele różnorakich zmagań. Sporo słów. Przez ten rok zmieniłem się. Życie dało mi kilka nauczek. Rok. To zabawne i w gruncie rzeczy zaskakujące...

22:55, strzyzymir
Link Dodaj komentarz »
Tydzień

          Tydzień pracy za mną, jutro korzystam z dnia urlopu, przyszły tydzień dość pracowicie się dla mnie zapowiada. Cieszę się, bo w tym tygodniu byłem w sumie 5 razy w kinie, co daje ładną średnią raz na dzień. We wtorek widziałem Hallam Foe, w środę zaś Rysę - film nader udany, uświadamiający jak kruchą istotą jest człowiek. Z kolei dziś udało mi się w ramach obowiązków zawodowych na godz. 11.30 załapać się na projekcję z cyklu edukacji filmowej, z bardzo ciekawym prelegentem, omawiającym początki kina. Później pokaz pierwszych filmów braci Lumiere, po tym zaś uczta... Cinema Paradiso - ach po raz pierwszy wdziałem ten film w kinie! Przyznam, że miałem łzy w oczach. Piękny film o prawdzie przyjaźni, sile pasji, i czasie. Mądre dzieło, a przede wszystkim to hołd dla kina - film o kinooperatorach. Piękne kino. I te pocałunki na samym końcu wycięte z dawnych filmów, przyznam, że oglądając je z ogromną dozą wzruszenia moje myśli były przy pewnej damie. Spotkam ją już jutro (nie mogę się doczekać!). Po filmie w biegu zamieniłem kilka słów z panem operatorem - oczywiście uwielbia on ten film. Ja też mam taką dziwną słabość do tego dzieła Tornatore, koniecznie zaś trzeba je widzieć w kinie! Padają tam jakże znamienne dla mojej obecnej sytuacji życiowej słowa: Kino Cię potrzebuje, Ty potrzebujesz kina. Tak, to o mnie. Kino mnie potrzebuje, ja potrzebuję kina. Jestem dokładnie w tym właśnie momencie życia...

22:50, strzyzymir
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 06 października 2008
Czy ja śnię?

          Dziś udało mi się... dwa razy być w kinie. Dobry, ciekawy film Hotel Ruanda przyuważyłem w ramach edukacji filmowej dla szkół, to w ramach obowiązków okołozawodowych. Później zaś wieczór upłynął mi kinie Lalka na pierwszym powakacyjnym spotkaniu DKFu. Niekoniecznie był to seans zawodowy, gdyż miałem niezwykłe towarzystwo. Do tego absolutnie piękny, subtelny film Petera Brooka z 1960 roku Moderato Cantabile, perła, ciche arcydzieło. Film... o uczuciach. W pewnym sensie Antonioniowski, a rzekłbym nawet że proto-Kar Waiowski. Jeden z najlepszych filmów jaki widziałem tego roku w kinie. Seans niezwykły, bo kilka razy zdawało mi się, że śnię... Przypadek chyba wreszcie poprowadził mnie do portu. A wracając cały w skowronkach z ostatniego autobusu przed nocną komunikacją wypatrzyłem zza szyby na przystanku reklamę: WEDEL - Zaraz wracam, jestem w niebie. Pomyślałem sobie, że to niezwykły traf. Wedel, wedel, wedel. Cholera chyba jestem jednak w niebie. Jutro rano do roboty, wieczorem do kina na film, a w środę znów magiczny seans... Kocham kino. Kocham tak się czuć jak teraz! Euforia!

23:57, strzyzymir
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 05 października 2008
Falling

          Przypadkiem szukając czegoś tam w jednej z moich szuflad nieoczekiwanie natknąłem się na mały notesik w którym znalazłem zapiski, coś na kształt dziennika bądź pamiętnika, gdzie notowałem sobie przeżycia, pragnienia, i wrażenia z poszczególny dni. Zapiski owe pochodziły jakoś sprzed roku. Jakże wtedy na wiele rzeczy patrzyłem inaczej. Wierzyłem w różne fantasmy, ułudy... Miałem plany, marzenia. Ufałem ludziom. Za mocno ufałem ludziom. Wydarłem wszystkie te karteczki, skrzętnie je podarłem - po czym wyrzuciłem do śmieci. Przeszłość, moja przeszłość nie interesuje mnie już ani trochę. Pieprzyć ją! Kilka godzin po tym drobnym sprzątaniu siedziałem w małej pizzeri czekając na jedzenie. Dumałem nad moimi nadziejami. I nagle... to niezwykłe, ale z głośników radia popłynęła Julee Cruise - Falling... Co za znak - zawołałem w sobie! I wszystko jasne. Moja żegluga wciąż trwa. Jutro długi dzień, ważny rejs będący być może dopełnieniem pewnego losu. I możliwość tego, że znów zaświeci dla mnie słońce... Słowem czeka mnie jutro ważny wieczór. A dziś korzystając z dobrego światła pofotografowałem sobie owady. Myślę, że są one bardziej złożone i ciekawsze aniżeli ludzie, bo w owadach nie ma tyle jadu, ani fałszu, nie ma w nich głupoty. Dobrze mi w takim towarzystwie.

20:20, strzyzymir
Link Dodaj komentarz »
sobota, 04 października 2008
Life...

          Dzisiejszy wieczór spędziłem (co wchodzi mi już z wolna w dziwny nawyk) oczywiście w kinie. Dużo się działo - bo mieliśmy premierę filmu Fundacja. Zjechało się nieco sławetnych twarzy z branży, przyszedł tłum widzów. Dziwnie samotny i wyalienowany się w owym tłumie czułem. Pojawiło się kilka przebłysków: wiem, że muszę umieć czekać i korzystać z przypadków. Zobaczymy jak to mi wyjdzie. Żal rybek, co zdechły w akwarium w kabinie projekcyjnej: padło ich około 100! Nota bene to akwarium to moim zdaniem genialna atrakcja, miejsce omal kultowe. Patrzyłem sobie tak na ten świat kinowy co dział się wokół mnie. Ciekawe czy kiedyś trafię w pełni do tej branży.... Poznałem także ciekawą młodą modelkę. Na koniec nieco sobie z paniami z kina pożartowaliśmy. I wróciłem do domu. Z głową pełną dylematów i rozważań typu - jak to wszystko dalej będzie - noc spędzam nad lekturą Kafkowskich fraz. One oddają moje życie. A od poniedziałku codziennie wieczorami będę chodził do... kina. A dwie spore imprezy przede mną: Watch Docs oraz Festiwal Filmów Wietnamskich. Ja po prostu lubię kino - to jedyna rzecz którą chyba w życiu czuję. Ale przyznam, że wciąż marzę o chwili, gdy w moim życiu pojawią się kolory. I wyjrzy słońce, kto wie może to mieć miejsce nawet na dniach. Lękam się tylko by ów blask nie oślepił mnie na dobre. Bym nie zaczął postępować pochopnie, kuriozalnie tracąc wszystko... Brzmi to wszystko jak stek komunałów, ale dzisiejszy dzień nieco we mnie włożył dziwnych pomysłów. A może po prostu z wolna popadam już w obłęd. Cholera wie. A Kafka czeka! Kafka, Kafka - pisarz, a zarazem drogocenny szczegół, kryształ po którym... odnajdę tęczę? Właśnie czy odnajdę tęczę? Krzyczę sobie w pustkę.

23:34, strzyzymir
Link Dodaj komentarz »
Jadowity świat

          Ostatnio omal całkowicie myśli mi zaprząta... Kafka. Pilnie studiuję jego Dzienniki, z których to pragnę wydobyć niezbędną mi esencję... Przyznam się też, że odczuwam z nim coraz większe powinowactwa, w 1910 roku pisał:
Ale właśnie ja wyczuwam dno swej jaźni o wiele za często i o wiele za silnie na to, bym mógł choć połowicznie być zadowolony. I wystarcza, abym choć przez kwadrans bez przerwy odczuwał to dno, by jadowity świat zaczął mi wsączać się w usta jak woda w tonącego.
Jadowity świat kąsa mnie również. I ciekawi mnie czy zatonę w owym bagnie codzienności...

13:11, strzyzymir
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 02 października 2008
Pink Moon

          Nieco wody (krwi?) w nomen omen - Odrze upłynęło od mojego ostatniego wpisu na tych łamach. Niestety nie jest dobrze. Są takie sytuacje, że w człowieku coś pęka. Minione dni przyniosły taką rozpaczliwą rysę, wpisały ją we mnie. Trudno oddać w słowach taki stan. Nagle wszystko obojętnieje, nagle nie ma już nic - tylko niewiarygodna gorycz. Ona po prostu mnie spala. Los oszukał mnie ponownie, ludzie jak to ludzie: wszyscy zawiedli. Nie ufam już nikomu. Dziś od rana praktycznie rozmarzyłem się nad pięknymi możliwościami i wielką błogością Trypitzolu (szkoda że nie sposób go zdobyć). I jakoś silnie powrócił jeśli chodzi o dźwięki we mnie i wokół mnie Nick Drake. I wszystko jasne. Nucę, nucę (bo cóż innego mi pozostało?): 
I saw it written and I saw it say
Pink moon is on its way
And none of you stand so tall
Pink moon gonna get you all
It’s a pink moon
It’s a pink, pink, pink, pink, pink moon...

Cholera - naprawdę tak źle dawno już ze mną nie było...

21:17, strzyzymir
Link Dodaj komentarz »
sobota, 20 września 2008
Kiniarz

          Cóż by tu napisać - miniony tydzień był dla mnie dość pracowity. Co ciekawe dopiero teraz poczułem, że 19 sierpnia zaczynając staż stałem się kiniarzem. W sumie ciekawe dokąd zawiedzie mnie ta droga... Ale przyznam, iż bywa intrygująco. Ot chociażby bardzo udany wyjazd służbowy wo Wałbrzycha i znakomici młodzi ludzie pracujący w tamtejszym kinie Piaskowa Góra, zwłaszcza operator pełen pasji, a to w człowieku cenię najbardziej. Tam też po raz pierwszy w życiu posiedziałem w kabinie operatora i poznałem technicze tajniki tego w gruncie rzeczy niełatwego zawodu. Teraz zaś zwiedzam sobie poszczególne wrocławskie kina od kuchni. Kto wie - może ów aspekt techniczny kina odegra w tym moim stażu znaczącą rolę (przecież przydałby się konkretny techniczny zawód). W piątek także na zamkniętym pokazie dla nauczycieli udało mi się zobaczyć pokazywane co dopiero w Gdyni Boisko bezdomnych. Film niewątpliwie krzepiący, aczkolwiek zrobiony bardzo podręcznikowo jeśli chodzi o meandry scenariusza, i bardzo po amerykańsku. Warsztatowo i technicznie sprawnie. Szkoda tylko, że znając podstawowe zasady i reguły budowania postaci po prostu można było przewidzieć rozwój akcji... Dziś korzystając zaś z dobrodziejstw kina domowego zobaczyłem bardzo nietypowy i zaskakujący film - świetne Jabłka Adama, które bardzo polecam! Inteligentne kino, robione z humorem, przymróżeniem oka traktujące jednak o najważniejszych sprawach człowieka - kwestii wiary. Jak to się mówi: mały-wielki film!

22:42, strzyzymir
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 18 września 2008
La notte

          Wczorajszy wieczór spędziłem, a jakże - w kinie... O 20.15 wybrałem się na seans filmu W górę Jangcy. Wciąż we Wrocławiu nie można regularnie oglądać dokumentów na dużym ekranie - ale na szczęście mam nadzieję, że się to będzie zmieniało. Kino Warszawa z jego dużą salą i jednym z największych w mieście ekranów kinowych całkiem się do tego nadaje. W górę Jangcy to bardzo dobry film, zresztą triumfator festiwalu Planet Doc Review. Rozpoczyna go motto zaczęrpnięte z Konfucjusza: "Trzy drogi prowadzą do zdobycia wiedzy: droga refleksji - najszlachetniejsza, droga imitacji - najłatwiejsza, oraz droga doświadczenia - najbardziej gorzka". Którą z nich podążają współczesne Chiny, prawdopodobnie najdziwniejszy twór społeczno-gospodarczo-polityczny XXI wieku? Wbrew pozorom odpowiedź na to pytanie bynajmniej nie jest wcale prosta, ani oczywista... Dokument ów pokazuje gorzki obraz szaleńczych zmian społecznych wywołanych przez mocno ideologiczne i gigantyczne przedsięwzięcie hydrotechniczne na rzece Jangcy. To zarazem diagnoza mechanizmów kapitalistycznych - bo prawdziwe ludzkie dramaty służą tutaj często celom turystycznym - ogłupiani turyści z zachodu sprawiają wrażenie, jakby wierzyli w cały spektakt serwowany im przed nosem..., co ja piszę - oni w niego wierzą!  Prawdopodobnie to jeden z najtrafniejszych filmowych portretów Chin ostatnich lat. A zarazem metafora sunąca w rytmie płynącego statku ku coraz większej melancholii...
          Zdecydowanie warto zobaczyć w kinie! Po filmie zaś niestety trzymał się mnie pech. Kilka minut zadecydowało o tym, że być może uciekło mi... szczęście, bo jak pada w tym filmie - przeznaczenie i szczęście można sobie wywróżyć, wywołać w zapasach z losem. Kto wie może wczoraj miałem wielką ku temu szansę. Nie zdążyłem. Wracałem późną nocą po moim osiedlu pociętym transzejami wykopów drogowych, wokół ciemno, zimno. Wczorajsza noc była dla mnie wyjątkowo skąpana w mroku...

11:27, strzyzymir
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 16 września 2008
Podróż służbowa

          Dziś odbyłem pierwszą podróż służbową w moim życiu. W sumie mile spędzony czas, a i zarazem ciekawe doświadczenie. Byliśmy w Legnicy w kinie Ognisko. Co prawda ta delegacja była w zupełnie innej sprawie, to jednak nie dało się nie zauważyć przygotowań do jutrzejszej prapremiery filmu Mała Moskwa. Ciekawe czy to będzie udany film? Cieszę się, że mogłem zobaczyć kino Ognisko - klimatyczne miejsce w dawnym stylu... Podróż minęła szybko i w dobrej atmosferze - a to przecież najważniejsze! Szkoda tylko, że było tak zimno, a zważywszy na późno popołudniową porę wyjazdu szaro i ciemno. Ale przyznam, że z tego co widziałem (a byłem dziś tam pierwszy raz w życiu) Legnica spodobała mi się. Wiele ciekawych starych budynków. Myślę, że śmiało mógłbym tam mieszkać... Muszę kiedyś się tam wybrać na fotograficzne łowy.

20:50, strzyzymir
Link Dodaj komentarz »
sobota, 13 września 2008
Zmarzłem

          Zmarzłem dziś tak po prostu... Kiedy wracałem ze spotkania wokół było już ciemno, wysiadłem z autobusu i z miejsca zapatrzyłem się w wieczorne niebo. Dziwne niebo zawieszone nade mną. Automatycznie w mojej głowie począłem słyszeć dźwięki utworu Vangelisa - Love Theme z kultowego soundtraca Blade Runnera... Do posłuchania tutaj: http://www.youtube.com/watch?v=C9KAqhbIZ7o Piękne - nieprawdaż? Delikatne, rozmarzone, każda fraza szkicuje ten jakże szczególny klimat... Sądzę, że ta dźwięki idealnie oddają mój nastrój, nastrój który tak od dłuższego czasu nagle mnie napada, z siłą tym większą im wcześniej zapadają długie wieczory. Rzecz nie do wiary, ale gdy wracałem z przystanku autobusowego do miekszania, w którym żyję chyba wydawało mi się, że usiadła na mnie ćma (w taki chłód?). Sebaldowska ćma. Miałem łzy w oczach... A jeśli ona nie była moją imaginacją, jeżeli była tam naprawdę?

20:59, strzyzymir
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 11 września 2008
Mija rok...

          Dziś upłynął rok od chwili, gdy obroniłem moją pracę magisterską. Jakże ten czas ucieka - możnaby rzec banalnie... A dziwny to był dla mnie rok... I ta nieoczekiwana dziś przeze mnie rocznica nieco dała mi refleksji nad sobą i światem wokół mnie. Wygrzewałem się nieco w słońcu, traf chciał, że odwiedziłem kilka znajomych i bardzo bliskich mi miejsc. Bardzo intensywnie doświadczałem rzeczywistości... Wiele obserwacji i uwaga - napotkałem kominiarza, który przejeżdżał na swym czarnym rowerze opodal tramwaju. Oczywiście wyraziłem przy tym swe największe życzenie, moje pragnienie. Czy spełni się? Co ciekawe także dzisiejszy 11 września będzie dla mnie datą szczególną, gdyż zrządzeniem pewnego przypadku to właśnie dziś rozpoczynam nową erę jeśli chodzi o moją osobistą przygodę z fotografią. I niezmiernie z tego powodu rad jestem!

22:47, strzyzymir
Link Komentarze (1) »
sobota, 06 września 2008
Upalna sobota

          Kiedy około południa wychodziłem dziś z mieszkania nie podejrzewałem nawet jaki upał panuje na zewnątrz... Pojechałem moim rowerem do wrocławskiego Parku Wschodniego, po drodze klucząc wśród kilku starych osiedli. Upał był nie do zniesienia, pobłąkałem się nieco po parku, nakarmiłem łabędzie, zrobiłem zdjęcie z którego jestem nader zadowolny i... brakowało mi pomysłu co dalej. Nagle poczułem sporą potrzebę powrotu w krainę dzieciństwa - szybka decyzja i już byłem w drodze do domu moich dziadków, a zatem miejsca gdzie spędziłem najpiękniejsze chwile życia: moje dzieciństwo. Na miejscu nieco czasu poświęciłem pielęgnacji moich pupili - kocura i żółwia. Następnie rozmowy... Siedzieliśmy w ogródku, babcia wybierała się na urodziny do znajomej, zaś dziadek siedzący na krześle pod jabłonią opowiadał mi o swojej pierwszej w życiu wizycie w kinie, a było to przedwojenne kino objazdowe... Wokół latały żółte motyle, powiewał delikatny wietrzyk, przełamujący męczący upał. Wiem, że to była bezcenna chwila - chwila powrótów do minionych lat...

21:20, strzyzymir
Link Dodaj komentarz »
środa, 03 września 2008
Noc myśliwego

          Na film Noc myśliwego (The Night of the Hunter) z 1955 roku w reżyserii Charles'a Laughton'a natrafiłem przypadkiem. To strasznie nietypowy obraz i jakbym miał go zareklamować dziś... - gdyby Lynch robił filmy w latach 50-tych prawdopodbnie zrobiłby właśnie ten. Bo co mamy w tej historii? Jest psychopata, zresztą kaznodzieja, w którego naprawdę nieźle wciela się Robert Mitchum. Grany przez niego Harry Powell to zdecydowanie postać ponadczasowa, dość wspomnieć tylko o tym, że na palcach prawej ręki ma wytatuowane L-O-V-E, zaś u lewej H-A-T-E. W kieszeni z kolei dzierży on sprężynowy nóż, z którego często rozmawiając z bogiem naprawdę dziarsko robi użytek zażynając samotne wdowy. Na skutek pewnych wydarzeń rzuca się on w pościg za dwojgiem uciekających dzieci, którym chce odebrać 10 tysięcy dolarów. Kwotę tą zaś w pełni chce spożytkować na budowę własnego kościoła. Fabuła kiczowato frapująca, nieprawdaż? Chwilami mimo ciekawych kadrów razi wręcz płyciznami, irytuje, wyłażą jej wszelkie nierówności, liczne wady... Jednak za sprawą wielu klimatycznych i często niezwykle kiczowatych ujęć z tego filmu robi się gotycka baśń dla dorosłych. I chwilami naprawdę trzyma w napięciu, zwłaszcza w scenach gdy tytułowy myśliwy pewnej nocy chwacko podśpiewując rozpoczyna decydujące łowy...
          To nie jest wielki film. Ale jest to film z rodzaju tych kultowych, bowiem pod wieloma względami jest on niezapomnianym przeżyciem dla widza, przy czym ratuje go niepowtarzalny klimat - gwarancja niezapomnianego seansu. Moim zdaniem to kinowa lektura obowiązkowa jeśli chodzi o dzieła mniej znane, acz uwagi zdecydowanie warte!

21:57, strzyzymir
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 15